Od jakiegoś czasu świat zadaje sobie pytanie, „co dalej”? Ogłaszano już „koniec historii”, szukano drogi wyjścia z kryzysu idei, trapiącego Zachód, kapitalizm, gospodarkę rynkową, społeczeństwo konsumpcyjne. Żyjemy w ciekawych czasach. Świat zmienia się na naszych oczach szybciej niż kiedykolwiek przedtem. Dostęp do informacji jest tak duży, globalny i szybki, że możemy wreszcie wyciągać wnioski dotyczące prawdziwej MAKROSKALI procesów, kształtujących nasze życie społeczne i gospodarcze.

W tych okolicznościach, postanowiliśmy nie zadawać kolejnych pytań typu „dokąd” i „którędy”. Co prawda dobre sformułowanie pytania jest często kluczowe dla zrozumienia procesu, to jednak udzielenie odpowiedzi jest zazwyczaj jeszcze trudniejsze.

Dobra odpowiedź może być rozwiązaniem problemu. Dlatego postanowiliśmy opisać problem, zadać pytanie (de facto – dobre pytania zadali już za nas, wcześniej, inni, np. profesorowie Porter i Kramer), a następnie udzielić na nie odpowiedzi. Czyli – rozwiązać problem.

Problem: kryzys idei. Współczesna gospodarka jest zdezorientowana. Przedsiębiorstwa często istnieją wyłącznie dla zysku – nie ma znaczenia, co i jak robią, ważne, żeby zarabiały pieniądze, za wszelką cenę. Społeczeństwo jest niezadowolone – dostrzega nierówności i rozwarstwienia, dyskutuje o etyce biznesu, coraz częściej poszukuje marki, za którą stoją prawdziwe WARTOŚCI.

Pytanie: którędy można wyjść z obecnego kryzysu? Jak mają postępować firmy, które tracą zaufanie swoich Klientów?

Odpowiedź: potrzebna jest nowa filozofia prowadzenia biznesu. Nowy model zarządzania firmą i jej marką. Taki, który pozwoli na odzyskanie społecznego zaufania, przywróci przedsiębiorstwu autorytet, spowoduje, że stanie się ono naprawdę potrzebne społeczeństwu i wiarygodne w jego oczach.

Trwa dyskusja na temat nowej definicji „Człowieka” jako uczestnika procesów społecznych i gospodarczych. Nazywa się go, w zależności od punktu widzenia, „targetem” (target group), „zasobem” (human resources), ewentualnie „konsumentem” (kimś, kto spożywa i zużywa sprzedawane towary). Już z samego nazewnictwa, stosowanego przez korporacje i szeroko pojęty biznes, wynika uprzedmiotowienie człowieka. Jest to retoryka wojownicza, wroga, nie mająca w sobie szacunku.

My nazywamy Człowieka – Człowiekiem, Konsumentem Przebudzonym. Kimś, kto właśnie otwiera oczy. Coraz szerzej. Ze zdumienia.

Gdyż człowiek, który przejrzy na oczy, widzi niesłychanie chciwe banki, manipulujące nim reklamy, widzi cały świat biznesu działający wg starego modelu business of business is business.  Człowiek przebudzony widzi świat, który teoretycznie i praktycznie sam sobie stworzył. I nie jest to świat, w którym chciałby się obudzić. To MATRIX. Odhumanizowany świat, w którym ludzie nie pracują, by żyć, tylko żyją, by pracować. Ci zapracowani ludzie są karmieni niezdrowym jedzeniem, pojeni szkodliwymi dla ich organizmów napojami, ubierani w odzież szytą przez para-niewolników. Korzystają z przedmiotów wytwarzanych nieodpowiedzialnie, zużywają bez opamiętania energię i wodę, a kupując od niewłaściwych dostawców – pozwalają na rujnowanie ekosystemu, rabunkowe wykorzystywanie zasobów środowiska naturalnego i jego zanieczyszczanie.

Człowiek Przebudzony widzi taki właśnie świat.

***

Człowiek Przebudzony narodził się jakiś czas temu w krajach wysoko rozwiniętych. Jego pojawienie się jest bowiem możliwe w sytuacji, w której nie musi się on już martwić wyłącznie o swoje podstawowe potrzeby. Gdy człowiek przestaje być głodny, zaczyna poszukiwać wartości.

Konsument Przebudzony zadaje trudne pytania. Jest dociekliwy, potrafi się organizować i staje się świadomy natury wielu procesów, których jest uczestnikiem. To różni go od dość bezrefleksyjnego, poprzedniego pokolenia Konsumentów, nazywanego „Targetem”.

Przebudzony zadaje sobie pytania: „czy ja naprawdę wiem, co jem?”. „Czy ja na pewno wiem, co noszę?”. Podobne pytania padają w każdej dziedzinie życia. W każdej branży.

Przebudzeni już niebawem przestaną kupować od firm, istniejących wyłącznie dla zysku.

Konsument Przebudzony kupuje jajka od kur z wolnego wybiegu. Płaci więcej nie tylko za zdrowsze jajko, ale przede wszystkim za szczęście kury.

Ten Człowiek kupuje WARTOŚCI, nie produkty. Elektryczne auta, rzeczy z recyklingu, towary i usługi zdrowe, ekologiczne, etycznie wytwarzane.

Ten Człowiek zaczyna rozumieć, że jego portfel to władza. Jeśli każda decyzja zakupowa będzie aktem świadomego oddania głosu „na firmę” lub „na markę”, to będziemy mieli do czynienia również z procesem odwrotnym. Nie ufam? Nie lubię? Nie kupuję!

W oparciu o powyższe spostrzeżenia, postanowiliśmy opisać „Konsumenta Przebudzonego”. Okazał się on bardzo ciekawym człowiekiem – mądrym, wrażliwym, pragmatycznym, zaangażowanym społecznie. Do tej postaci dopasowaliśmy odpowiedni model przedsiębiorstwa nowej generacji. Tak powstała „Firma-Idea”. Z niej z kolei wynika „Marka-Kultura”.

Tłem dla całości naszych przemyśleń stała się filozofia „Open Eyes Economy”.

W ramach „Open Eyes Economy” zakładamy, że liczba ludzi świadomych – Konsumentów Przebudzonych – będzie stale rosła. Fakt, że w naturalny sposób tworzą oni opiniotwórczą grupę społeczną o dużej sile perswazji, powinien przełożyć się na dynamikę procesu przetwarzania starego modelu „Firmy-Biznesu” w „Firmę-Ideę”.

Popatrzyliśmy na „Open Eyes Economy” z perspektywy człowieka nazywanego wciąż przez rynki konsumentem, odbiorcą końcowym. Dotąd faktycznie trwało na niego polowanie, dziś być może sytuacja ta już się zmienia. Widać to po pogarszających się wynikach niektórych wielkich koncernów, temperaturze dyskusji społecznych, trendach…

Dobrze jest czasem spojrzeć na nasz świat oczami liderów zmian. Są dziś nimi – w wymiarze narodowym – na przykład państwa skandynawskie. Standardy dotyczące etyki i społecznej odpowiedzialności biznesu stoją tam często na bardzo wysokim poziomie. Podobnie rzecz ma się z ekologią i postawami społecznymi. Pytanie, czy reszta świata pójdzie podobną drogą, odnosi się między innymi do mentalności społeczeństw, ich zasobności oraz wiedzy.

Pytanie, czy świat stać na to, by pójść inną drogą, jest już prostsze. Świata na pewno na to nie stać.

***

Można też na całe zjawisko spojrzeć z drugiej strony.

Nie oczyma człowieka – konsumenta.  Ale przez „niebieskie okulary”. „Niebieskie okulary” zakładają dziś liczni liderzy biznesu, nauki i kultury. Wszyscy ci, którzy chcą, by to „Open Eyes Economy” stało się w przyszłości dominującym sposobem myślenia o prowadzeniu interesów w zmieniającej się rzeczywistości.

Perspektywę tę często dzielą z nami szefowie wielkich przedsiębiorstw, pracownicy kluczowych dla rozwoju rynku instytucji. Zarządzanie poprzez Wartości, uczynienie ze społecznej odpowiedzialności celu działania firmy, a nie narzędzia jej legitymizacji – to coraz bardziej popularne trendy w myśleniu kadr menedżerskich i elit intelektualnych. Umożliwiają one bowiem oparcie biznesu na prawdziwych, solidnych fundamentach. Na jakości, mądrości i zaufaniu. „Firma-Idea” gromadzi – wewnątrz – zmotywowanych i zaangażowanych pracowników, a na zewnątrz – zadowolonych, wręcz oddanych odbiorców swoich usług i produktów. Ich dotychczasowa „produkcja” staje się zaś „unikalnym dla danego przedsiębiorstwa procesem współwytwarzania wartości”. Oto przyszłość.

Szefowie-wizjonerzy, entuzjaści start-upów, osoby o dużym doświadczeniu w zarządzaniu procesami – najczęściej bez większego wahania dzielą nasz entuzjazm do „Firmy-Idei”.

Mają rację.

Prof. Jerzy Hausner
Mateusz Zmyślony

Artykuł pochodzi z publikacji CSR.Biznes Społeczeństwo Środowisko opublikowanej 17.11.2016