Konferencja klimatyczna COP21, odbywająca się w Paryżu, zbliża się wielkimi krokami. Uczestnicy staną przed wyzwaniem wypracowania nowego, pierwszego globalnego porozumienia klimatycznego. Wywiad z Sekretarzem Stanu w Ministerstwie Środowiska, Pełnomocnika ds. Polityki Klimatycznej Marcinem Korolcem.

Zbliża się 21. Szczyt Klimatyczny. Co roku wyniki prac tych spotkań wzbudzają skrajne opinie. Czego możemy spodziewać się po COP21, które już za niecały miesiąc rozpocznie się w Paryżu?

Po raz pierwszy od szczytu w Kopenhadze w 2009 r., spotkanie w Paryżu nie jest zwykłym spotkaniem negocjacyjnym. Podczas szczytu COP21 będziemy dążyć do przyjęcia nowego, a przede wszystkim globalnego porozumienia klimatycznego, które zobowiąże wszystkie kraje świata do redukcji emisji gazów cieplarnianych. W obecnym systemie prawnym – Protokole z Kioto – takimi zobowiązaniami są objęte tylko wybrane państwa, przez co niemożliwe jest skuteczne przeciwdziałanie zmianom klimatu. W systemie tym nie ma na przykład największych emitentów i potężnych gospodarek, jak: USA, Kanada, Chiny, Japonia i inne. Taka sytuacja nie sprzyja ani ochronie klimatu, ani nie zapewnia sprawiedliwych warunków konkurencji gospodarczej. Dlatego w moim przekonaniu konieczne jest zawarcie nowego porozumienia. Jego przyjęcie powinno się również przyczynić do wypracowania systemu niwelującego ryzyko tzw. carbon leakage, czyli ucieczki wysokoemisyjnego przemysłu do krajów o mało restrykcyjnych normach środowiskowych. W konsekwencji nowe porozumienie powinno zapewnić lepsze warunki konkurencyjności gospodarek, w tym polskiej i przyczynić się do stopniowego eliminowania najbardziej emisyjnych technologii w przemyśle stosowanych w krajach pozaeuropejskich.

W Paryżu będziemy także dążyć do ustalenia mechanizmu stopniowego zwiększania wysiłku redukcyjnego przez wszystkie kraje świata tak, aby docelowo wszyscy mieli cele redukcyjne obejmujące całą gospodarkę. Oczywiście zdajemy sobie sprawę, że nie nastąpi to już w grudniu tego roku. To jest proces, który, mam nadzieję, zostanie zapoczątkowany podczas konferencji i będzie kontynuowany w najbliższej dekadzie. Paryż to, w tym sensie, początek drogi.

Jaką wartość mają coroczne spotkania w ramach kolejnych Szczytów Klimatycznych?

Nie każda konferencja klimatyczna ma takie samo znaczenie. Warto przypomnieć na przykład szczyt w Kopenhadze w 2009 roku, podczas którego miało zostać zawarte globalne porozumienie, a który w konsekwencji zakończył się fiaskiem. Nad wypracowaniem i przyjęciem nowego globalnego porozumienia pracujemy od 2011 roku. Konferencja COP19 w Warszawie w 2013 roku dała formalny początek negocjacjom i ustaliła mapę drogową do Paryża. W jej trakcie udało się nam odbudować wzajemne zaufanie i wolę polityczną co do zawarcia nowego porozumienia.

Głównym osiągnieciem konferencji w Warszawie było określenie logiki czy inaczej „architektury” nowej umowy globalnej. „Kalendarz warszawski” zobowiązał wszystkie kraje świata do złożenia, do października 2015 roku swoich krajowo określonych celów redukcji emisji. Do dzisiaj takie deklaracje złożyło około 150 państw, które odpowiadają za około 90% globalnych emisji. Dla porównania Protokół z Kioto obejmował swoimi postanowieniami tylko 15% światowych emisji. Dzisiaj, zgodnie z harmonogramem przyjętym w Warszawie, mamy w ręku już konkretny projekt porozumienia, które zmienia rzeczywistość z tej „kiotowskiej”, ograniczonej do niewielkiej liczby państw, na globalną.

Jaka jest Pana osobista opinia na temat rezultatów poprzednich Szczytów?

W przeszłości bywało różnie. Mimo że niektóre konferencje przyjmowały ambitne plany, na przykład COP12 na Bali w 2007 roku, to później nie były one realizowane. Obecnie atmosfera jest dużo lepsza, zaufanie i wiarę w proces globalny w dużej mierze odbudowaliśmy w trakcie szczytu COP19 Warszawie w 2013 roku. Zaowocował on decyzjami, które niosły i niosą z powodzeniem proces aż do chwili obecnej. Jesteśmy w dużo lepszej sytuacji niż przed Kopenhagą – mamy już krótki i treściwy projekt porozumienia globalnego. Paryż będzie miejscem gdzie, w co mocno wierzę, ostatecznie go uzgodnimy i przyjmiemy.

W tym kontekście, jaka zatem jest strategia Polski w tym obszarze?

Priorytetem Polski jest zapewnienie powszechnego, globalnego uczestnictwa w nowym porozumieniu. Nie poprzemy umowy ambitnej, ale nieobejmującej działaniami wszystkich znaczących emitentów. Uczestnictwo wszystkich, choć oczywiście w różnym zakresie, jest kluczowe w zapewnieniu zdrowej konkurencji między gospodarkami przy jednoczesnym osiągnieciu celów redukcji emisji w skali globalnej.

Polska uważnie słucha parterów spoza Unii Europejskiej i stara się tak wpływać na stanowisko unijne, aby było one realistyczne i adekwatne do szerszej dynamiki negocjacyjnej. Naszym celem jest prezentowanie przez Unię Europejską podejścia pragmatycznego, mającego szanse na pełne zrozumienie i akceptację pozostałych państw.

Jakie wyzwania czekają polski biznes, a w szczególności energetykę, w związku z realizacją polityki klimatycznej?

Jeśli jakaś firma czy przedsiębiorstwo chce istnieć i rozwijać się, nie tylko w perspektywie roku czy dwóch, ale stu lat, musi myśleć o inwestycjach zwiększających efektywność energetyczną czy innych rozwiązaniach prośrodowiskowych. Te działania potraktowałbym jednak nie jako wyzwanie, ale inwestycje, które podnoszą konkurencyjność przedsiębiorstwa na rynku.

Jeśli chodzi o sytuację naszej energetyki, to i tak stoimy przed poważnymi pytaniami o kształt nowych inwestycji w tym obszarze. Znaczna część naszych mocy wytwórczych pochodzi z poprzedniej epoki, np. z lat 70-tych. Trzeba pamiętać, że regulacje rynkowe, klimatyczne i środowiskowe Unii Europejskiej będą miały decydujący wpływ na kształt tych inwestycji i na ich późniejszą opłacalność, a więc na ważny element kształtujący konkurencyjność polskiej gospodarki. Ważne, abyśmy umieli dokonywać właściwych wyborów politycznych i ekonomicznych, gwarantujących perspektywę nieprzerwanych dostaw energii i wzrostu gospodarczego.

Wywiad pochodzi z publikacji CSR.Biznes Społeczeństwo Środowisko – CSR to Zmiana opublikowanej 20.10.2015